Blitzkrieg w Belo Horizonte czyli Niemcy demolują świętość.

Blitzkrieg w Belo Horizonte czyli Niemcy demolują świętość.

Wczorajszy wieczór przeszedł do historii, a historii w nim dużo. Zaczął David Luiz udowadniając, że w Paryżu ktoś właśnie zmarnował jakieś 20, może nawet 25 mln euro. Były stoper Chelsea miał udźwignąć na barki powstrzymanie niemieckiej machiny, bo boisku błąkał się jednak wszędzie tylko nie w polu karnym. Z każdą chwilą historii było co raz więcej, Miroslav Klose znudził się współdzieleniem z Ronaldo tytułu najlepszego strzelca w historii mistrzostw świata. Zdobywając 16 bramkę w karierze stał się samodzielnym liderem, przy okazji grając po raz czwarty z rzędu w półfinale mistrzostw.

Niemiecki Blitzkrieg szalał w najlepsze, Toni Kroos postanowił w pojedynkę zdemolować defensywę gospodarzy, przy okazji wkręcając w ziemię, Paulinho i Gustavo. Defensywni pomocnicy trenera Scolariego zostali wymieceni gdzieś daleko po za granice footballu, a niemiecka druga linia wzięła w posiadanie całą murawę.

Wracając jednak do historii, to Niemcy zagrali właśnie najlepszy mecz w historii, a Brazylijczycy odnieśli najbardziej hańbiącą klęskę. Mundiale pamiętają co prawda zwycięstwo okazalsze jak chociażby Jugosławia – Zair 9-0 czy Polska – Haiti 7-0. Nigdy jednak tak dumny gospodarz, tak potężnie nie poległ. Tęgie lanie bywało karą dla nowicjuszy, ucztą Brazylijczyków zakochanych we własnym kunszcie, hołdem dla uwielbienia piłki nożnej, dzisiaj to Ci podobno najwięksi stali się amatorami.

Porażka Canarinhos jednak nie zaskakuje, szokują jedynie jej rozmiary. Podopieczni Felipe Scolariego od początku zawodzą, nie potrafią rozgrywać akcji, zyskują na sędziowskich pomyłkach (Chorwacja) czy nadmiernej pobłażliwości (Kolumbia). W grupie grali przeciętnie, z Chile męczyli się do karnych kalecząc football, z Kolumbią przy stałym fragmencie gry błysnął jedynie David Luiz. Najpiękniejsza piłkarska nacja wyblakła, straciła kolory, rumieńce, charakter, zatraciła osobowość. Wiódł ją ledwo opierzony Neymar, towarzyszyli mu statyści przeciętni, wyrzuci z finezji, polotu i fantazji, a więc tego za co ich poprzedników kochał cały świat. Największymi atutami byli środkowi obrońcy, w bramce uwijał się niezmordowany Julio Cesar bramkarz, który nie jest marnym dodatkiem do wielkich szalejących w ofensywnie partnerów, przeciwnie człowiek nadający nową jakość i mogący ratować mecze w pojedynkę.

Niemcy zrobili więcej niż planowali, wyglądali jak machina doskonała, tą najdoskonalszą (do wczoraj) piłkarską nację w jej własnej ojczyźnie zepchnęli daleko za wrota piekieł. Brazylijscy psychoterapeuci zyskali właśnie 22 nowych klientów o zdewastowanej psychice, a porządna terapia wydaje się pożądana również dla wszystkich rodaków. Football nie zna drugiego równie magiczne miejsca jak Brazylia, to tutaj piłka jest traktowana na równi z religią, a mundial chociaż powszechnie krytykowany jest olbrzymim świętem. Tutaj właśnie ta wielka brazylijska miłość została bezceremonialnie zabita, nie zabiła jej żelazna defensywa, zabiła ją brazylijska finezja tylko wykonywana niemieckimi nogami.

Zostaw odpowiedź


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook