Koniec fazy grupowej czyli co wiemy na półmetku mistrzostw – część 2.

Koniec fazy grupowej czyli co wiemy na półmetku mistrzostw – część 2.

W grupie E brylowali Francuzi, odmłodzeni, przebudowani, prowadzeni przez pilnującego dyscypliny Deschampa mają realna szanse nawiązać do sukcesów z 1998 i 2006 roku. W wielkiej formie jest Benzema, na skrzydłach wspierają go Griezman i Valbuena, a jeszcze w znakomicie prezentuje się Giroud, za środek pola odpowiadają Sissoko, Cabaye, Pogba, Matuidi. Na środku obrony zachwyca chyba najmłodszy duet tego mundialu, a przy okazji najbardziej perspektywiczny, duet obrońców na świecie Varane i Sakho. Trójkolorowi mają jedną z najszerszych kadr na turnieju, potrafią się uzupełniać i dublować na niemal każdej pozycji, pokazując przed całym światem zgrany kolektyw, a nie zlepek rozpieszczonych gwiazd. Na drugim miejscu znaleźli się Szwajcarzy, bardziej wykorzystujący słabość pozostałych rywali niż zachwycając dobrą dyspozycję i umiejętnościami.

W grupie F czekałem na wielkie popisy Albicelestes, czekałem na wielką formę Messiego, na popisy Di Mari, Aguero, Higuaina czyli czołowych motorów napędowych największych europejskich marek. Zamiast ofensywnych popisów, Argentyńczyków ich gra znowu przeraża, najwięksi piłkarzy świata snują się po boisku jak cienie, nie konstruują, nie tworzą, nie potrafią kreować gry. Zawodzą w obronie, w odbiorze, w wyprowadzaniu piłki z własnej połowy, grupowe sukcesy zawdzięczają przebłyskom geniuszu Messiego, który także z wielką formą rozminął się gdzieś pół roku temu.

W grupie G już na starcie Niemcy zafundowali blitzkrieg Portugalczykom, jeśli narzekam na słabą formę Messiego to już nad występami Cristiano Ronaldo można tylko załamać ręce. Gwiazdor Realu Madryt, do siatki rywali trafił tylko raz, znakomite sytuacje w szczególnie w meczu z Ghaną marnował na potęgę. Nie tworzył gry, nie napędzał portugalskiej machiny. Dodatkowo jak zwykle w trudnej sytuacji zawiódł Pepe dopisując kolejny bezpardonowy atak na rywala do listy swoich przewinień. Pozytywnie zaskoczyli Amerykanie, którzy z turnieju na turniej robią postęp, grają co raz równiej, pewniej, postraszyli Niemców, bardzo dobrze grali w obronie i destrukcji. Ambicją zaimponowała Ghana, szczególnie w starciu z Niemcami, grając z utytułowanym rywalem jak równym z równym, Afrykanie postawili na piękny, radosny, ofensywny football. Zachwycały rajdy Gyana, podania Muntariego, co z pewnością przysporzyło Ghanijczykom fanów na całym świecie. Główną ozdobą grupy były jednak popisy podopiecznych Joachima Loewa, reprezentacja Niemiec oparta na piłkarzach Bayernu zachwyca płynnością. Rewelacyjnie broni, doskonale odbiera piłkę i wybija z głowy zwycięskie ambicje rywali, by błyskawicznie przechodzić z obrony do ataku. Idealne podania rozpoczyna Hummels, kontynuują Lahm, Khedira, Kross, by genialnie dograć do Muellera, Oezila, Goetzego czy wiecznie młodego Klose. Pomocnik Arsenalu w reprezentacji odżył, zdaje się odnajdywać zagubioną gdzieś zimą formę, znowu nadaje niepowtarzalny blask poczynaniom naszych zachodnich sąsiadów. Jeśli Europę zawiedli Hiszpanie, Włosi, Portugalczycy, tradycyjnie rozczarowali Anglicy to Niemcy obok Holendrów zdają się nacjami z innej bajki. Stworzyli własne systemy gry, dopasowali do swoich indywidualnych zalet, maskując błędy i eksponując atuty.

W grupie H oczekiwałem na piękny belgijski football i tak naprawdę nie wiem jak oceniać występy Czerwonych Diabłów, komplet zwycięstw, jedna stracona bramka ale raptem cztery strzelone. Belgowie nie rozpieszczali oka, stylem gry znaleźli się zdecydowania bliżej Grecji niż Holandii, stawiając na pragmatyzm i szczelną obronę. W ofensywie zawodzili podobnie jak Portugalczycy, nie potrafili wykorzystać atutów Lukaku, Januzaja, Hazarda, Mirallasa czy Fellainiego. Zawiedli Rosjanie, zespół nad podziw solidny, drugie miejsce miał na wyciągnięcie ręki. Zabrakło ambicji, uporu, woli walki, ostatni grupowy pojedynek z Algierią był jak wyrywanie zęba bez znieczulenia, a przecież wystarczyło wygrać z Kopciuszkiem… Algierczycy to chyba największa niespodzianka tego turnieju, młody zespół, oparty na zawodnikach grających w Europie sprawił sporą sensację eliminując Rosjan. Algierczycy potrafią zagrać pięknie dla oka, w meczu z Koreą zachwycili łatwością przedostawania się pod bramkę rywala, dynamiką i kreatywnością w rozgrywaniu piłki. Spośród Afrykańskich reprezentacji zagrali najlepiej, najładniej i aż szkoda, że do razu po wyjściu z grupy muszą mierzyć się z Niemcami.

Zostaw odpowiedź


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook