Koniec fazy grupowej czyli co wiemy na półmetku mistrzostw – część 1.

Koniec fazy grupowej czyli co wiemy na półmetku mistrzostw – część 1.

Brazylijski Mundial zachwyca jak na imprezę rozgrywaną w ojczyźnie pięciokrotnych mistrzów świata przystało. Wszystkie ekipy jakby dotknięte magiczną różdżką brazylijskiej magii z pasją ostrzeliwały bramkę rywali, a najlepsi napastnicy świata pokazali za co kocha ich cała piłkarska publiczność.

Liczba i piękno strzelonych bramek mogą zaspokoić wyrafinowane potrzeby największych koneserów, niemniej pożądanej magii na próżno szukać u tych z reguły najbardziej magicznych czyli gospodarzy. Brazylijczycy potwornie męczyli się z Chorwacją i dopiero pomoc sędziego uratowała ich wizerunek w meczu otwarcia. Pięć dni później wirtuozów z kraju kawy powstrzymały wybitne popisy Guillermo Ochoy, a ofensywne popisy zobaczyliśmy dopiero w meczu ze skłóconym, rozbitym, grającym tylko o honor Kamerunem. Brazylijczycy zamienili ofensywne rajdy na żelazną obronę sterowaną przez Luiza i Silvę, zostawiając wschodzącą gwiazdę Neymara w osamotnieniu, stawiając bardziej na szybkie wyprowadzanie akcji niż długi atak pozycyjny. Jednak forma pokazywana przez podopiecznych Felipe Scolariego pozostawia wiele do życzenia i w starciu z fenomenalnie grającym pressingiem Chile może okazać się nie wystarczająca.

W grupie A rozczarowali również Chorwaci udowadniając, że  football roku 2014 opiera się na silnej obronie i błyskawicznym wyprowadzaniu ataku. Gdzie mimo wielkich ofensywnych umiejętności Modrica, Rakitica i Madżukica zabrakło wsparcia na tyłach, w decydującym o awansie meczu Meksyk trzykrotnie rozstrzelał Europejczyków w ciągu raptem 10 minut.

Grupa B miała rozpocząć się od szlagieru, a rozpoczęła się trzęsieniem ziemi, spychającym Hiszpańską Tiki-Takę w odmęty historii i zapomnienia. Holendrzy spokojnie czekali na rywala wymierzając precyzyjne ciosy jak wytrawny bokser w walce z amatorem. Niedawne atuty zachwycające cały świat dziś stały się kulą u nogi ciągnącą na dno. Hiszpanie przywiązali się do wielkich nazwisk próbując czynić z Xaviego, Iniesty, Alonso tytanów nadludzkich, których nie ima się upływ czasu. Wisienką na torcie miał być podebrany Brazylijczykom Diego Costa, tylko ta wisienka zamiast lśnić jak w Madrycie tutaj była nie pasująca, nie trafiona do całej kompozycji. Napastnik Atletico przyzwyczajony do błyskawicznych ataków mistrza Hiszpanii  nie odnalazł się w koncepcji del Bosque, nie potrafił wpasować się w ofensywną filozofię nowych kolegów z reprezentacji.

Umarł król niech żyje król, Europa straciła wspaniałych Hiszpanów, zyskała genialnych Holendrów, wiecznie słaby, wewnętrznie skłócony zespół, w Brazylii wydaje się kompletny. Van Gaal ugasił wewnętrzne pożary, nie powołał Van der Vaarta, zbalansował różnice pomiędzy fantastyczną grą w ataku a chimeryczną obroną sterowaną przez doświadczonego Vlaara, na koniec doskonale dobierając ustawienie pod każdego rywala. Grupa B to również doskonała gra Chilijczyków, podopieczni Jorge Sampaoli wznieśli powyżej wszelkich wyżyn doskonałą grę pressingiem. Atakując rywali na ich połowie obrzydzili grę Hiszpanom, wybijając z głowy mistrzów świata wszelkie marzenia o awansie z grupy. Tak grający zespół, wykorzystujący szybkość i ofensywne zdolności Vidala, Isli, Sancheza,  oraz zagęszczając drugą linię przy pomoc Meny i Aranguiza może już w 1/8 finału przepędzić gospodarzy z turnieju.

W grupie C Kolumbijczycy potrafili otrząsnąć się z utraty Radamela Falcao i rozegrać trzy równe spotkanie, bezkonkurencyjnie wygrywając rywalizację. Dużo ciekawsze było starcie o drugie miejsce, w którym Grecy odprawili do domu naszpikowane gwiazdami WKS. Afrykanie cierpią na syndrom nie zrealizowanych marzeń, pełni czołowych gwiazd europejskich stadionów, na mundialu nie rozegrali ani jednego dobrego spotkania. Zawiodły wielkie gwiazdy Drogba, bracia Toure, Kalou, zawiodły wschodzące gwiazdy Gervinho, Aurier, poruszając się na boisku bez celu, bez pomysłu, czekając na błysk geniuszu któregoś z partnerów. Grecy postawiali na doskonale u nich znanych minimalizm, nie szturmowali bramek rywali, nie demolowali żadnej defensywny, schowani za podwójną gardą czekali na swoje nie liczne okazje wykorzystując je z zimną krwią. Grecja gra po swojemu, walczy w stylu, który równo 10 lat temu przyniósł im sensacyjne mistrzostwo Europy.

W grupie D już po losowaniu określanej mianem grupy śmierci bezkonkurencyjni okazali się skazywani na pożarcie Kostarykanie, Urugwaj czarował i rozczarowywał. Najpierw Suarez zachwycił wszystkich fantastyczną formą i golami, by pięć dni później trafić z piłkarskiego raju w siódmy krąg piekieł gryząc Chielliniego, przy okazji zapewne zamykając sobie drogę do Realu Madryt. Zawiedli wiecznie zawodzący Anglicy, którzy już przed mundialem nie przejawiali wiary w wyjście z grupy. Rozczarowali Włosi potwierdzając, że wielki kryzys klubów w Serie A przekłada się na również na reprezentacyjną nieudolność.

Druga część moich rozważań już jutro :)

Zostaw odpowiedź


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook