Krzywa stopa Mkhitaryana

Krzywa stopa Mkhitaryana

Wczorajsze ćwierćfinałowe pojedynki w Lidze Mistrzów obfitowały w emocji olbrzymie, budowały napięcie do ostatnich chwil, potwierdziły utarte schematy i wprowadziły kilka przyjemnych nowości.

W Dortmundzie Borussia postanowiła udowodnić, że chociaż grająca w składzie okrojonym, uboga w dublerów potrafi wciąż wznosić się do czynów wielkich i po raz drugi z rzędu napędziła Realowi wielkiego strachu. Wicemistrzowie Niemiec zagrali bez kompleksów, w środku pola operowali piłką niemal perfekcyjnie, bombardując defensywę królewskich zarówno bokami i jak środkiem pola.

Po raz kolejny przekonaliśmy się jak cenny dla zespołu Kloppa jest Robert Lewandowski, Polak wniósł w ofensywne zapędy partnerów jakość, na którą przed tygodniem nie było ich stać. Cofał się po piłkę do drugiej linii, pomagał w rozgrywaniu, absorbował momentami trzech obrońców rywala stwarzając miejsce dla grającego koncertowo Reusa i koncertowo zawodzącego Mkhitaryana.

To właśnie Niemiec został głównym bohaterem meczu, próbował skraść ubiegłoroczne show Roberta Lewandowskiego i już do przerwy dwukrotnie pokonał Casillasa. Rozbita, rozsypana obrona Realu zdawał się wtorkowego wieczoru zapraszać Reusa do dalszych szarż, absorbowany przez Lewandowskiego Xabi Alonso nie nadążał rozbijać ataków rywali. W pierwszym składzie Borussii debiutował Jojić, jego grę wymusiła niejako dramatyczna forma Sahina, który w meczu w Madrycie częściej szkodził niż pomagał swojemu zespołowi.

Młody Serb zaczął spokojnie, delikatnie, ostrożnie skupiał się na destrukcji, unikał rozwiązań trudnych, z każdą minutą jednak rozkwitał. Spłacał ofiarowany mu kredyt zaufania, walczył w obronie, potrafił zaszaleć w ataku. Debiutując w tak ważnym i trudnym meczu błyskawicznie otrząsnął się z presji, zaadoptował się do warunków na, które pozwalał Real nękając Hiszpan odważnymi wypadami na terytorium wroga.

Borussia zrobiła wszystko, by wygrać, by awansować i po raz drugi z rzędu zwalczyć o finał Ligi Mistrzów. Klopp wraz z zawodnikami udźwignął olbrzymią presję, zmotywował zespół do poderwania się do walki. Niemiec popełnił tylko jeden błąd oprócz Sahina z pierwszego składu powinien usunąć jeszcze Mkhitaryana. Ormianin grał wczoraj swoje własne zawody, postanowił ukraść Reusowi wszystkie nagłówki prasowe więc zamiast w pojedynkę dopchnąć Dortmundczyków półfinału pudłował na potęgę. Zawiódł i sprzeniewierzył wysiłki całego zespołu. W Dortmundzie pozostało wielkie rozczarowanie, półfinał niespodziewanie był na wyciągnięcie ręki. Borussia ma jeszcze jednego cichego bohatera, nie byłoby wczoraj walki do ostatniego gwizdka, nie byłoby emocji gdyby nie genialna postawa Weidenfellera. Niemiec błysnął broniąc karnego Di Marii, by przez cały mecz spisywać się doskonale.

Wczorajszy mecz był metamorfozą obu zespołów Real bez Ronaldo dostał zadyszki, brakło jego sprinterskich rajdów, brakło błyskotliwości zagrań i determinacji w atakach na bramkę rywala. Powrót Lewandowskiego odmienił wicemistrzów Niemiec, pozwolił na kombinacyjną grę pod bramką Hiszpanów, rotację pozycji. Polak potrafił skutecznie wygrywać pojedynki z defensywnymi pomocnikami, przestawiać Pepe i Sergio Ramosa.

Podopieczni Kloppa odpadają w ćwierćfinale ale po meczu doskonałym, jednym spotkaniem zamazali obraz sezonu słabszego, pełnego problemów zdrowotnych, personalnych, pełnego prasowych spekulacji na temat relacji w zespole, powątpiewania w piłkarski potencjał klubu. Niemiec natchnął swoich zawodników do mission impossible. Przeciwko napchanemu galaktycznymi gwiazdami Realowi wystawił oprócz Jojicia, Friedricha i Kircha piłkarskich młokosów, którzy właśnie pokazali, że w Dortmundzie nie brak młodzieży zdolnej, mogącej już śmiało aspirować do pierwszej jedenastki. Klopp po raz kolejny udowodnił, że potrafi konstruować swój zespół do zadań wielkich nawet wówczas, gdy wszystkie okoliczności wydają się stawać mu na drodze. Teraz przed Niemcem zadanie kolejne, bo musi zbudować zespół od nowa, nauczyć go grać bez najważniejszego zawodnika, bo ta różnica w dwumeczu był aż nazbyt widoczna.

Zostaw odpowiedź


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook