Czy Neymar zawodzi Barcelonę?

Czy Neymar zawodzi Barcelonę?

Zastanowiła mnie w ostatnich tygodniach co raz odważniejsza krytyka gry Neymara w Barcelonie. Początkowa cicha, wręcz niezauważalna, z każdym tygodniem co raz głośniejsza i odważniejsza i tylko czekać aż wybuchnie lawina żalu, i lamentów. Ciężko znaleźć mi dzisiaj w Europie lepszy klub dla wychowanka Santosu, Blaugrana wciąż gra jedną z najlepszych piłek na starym kontynencie. Wciąż samą nazwą sieje postrach wśród ligowych i pucharowych rywali, a jej największym gwiazdom przypisuje się wszystko co w footballu najpiękniejsze i najlepsze.

Neymar w Katalonii nie musi zbawiać zespołu słabego, nie musi w pierwszym sezonie dźwigać na barkach presji potężnej, nie musi w pojedynkę wynieść klubu na szczyt i zostać katem bramkarzy. Te wszystkie obowiązki od lat spoczywają na barkach Messiego wspieranego finezją i bajeczną techniką Iniesty z Xavim. Brazylijczyk trafił do zespołu mistrza Hiszpanii w przededniu wielkiej wymiany pokoleniowej, dostał rok może dwa lata gry z u boku największych wirtuozów ostatniej dekady. Dostał czas na przystosowanie się do realiów footballu europejskiego, znacznie szybszego, zdecydowanie bardziej brutalnego i bardziej siłowego niż zwykło się grać w jego rodzimej lidze.

W Ameryce Południowej Neymar ważąc niewiele więcej od indyka potrafił swoją bajeczną techniką i szybkością rozbijać defensywy rywali. W Europie widać braki w jego atletyce, tutaj częściej odbija się od obrony rywali, częściej uznaje ich wyższość niż kiedykolwiek wcześniej w karierze. Dlatego Barcelona wydaje się dla niego środowiskiem idealnym, daje mu czas na dopracowanie detali, pozwala nabrać masy i siły, jednocześnie Brazylijczyk nie schodzi w cień. Nie toczy pojedynków bez znaczenia, w każdym meczu ma okazję stykać się z presją wielką jak nadwaga Ronaldinho w czasach gry w Milanie, która zamiast na jego młode barki spada na partnerów z zespołu.

Barcelona to klub kompletny, uporządkowany lepiej od któregokolwiek z rywali, zespół spełniony, który w ostatnich latach wypełnił pucharami klubowe gabloty po brzegi. Tutaj sukcesy są rzeczą naturalną, oczywistą i pewną jak kolejne wygłupy Balotteliego. Na Camp Nou nikt niczego nie musi już udowadniać, w przeciwieństwie do Bayernu, który dopiero rozpoczyna pucharowe łowy i ma w planach zdominować europejską piłkę. Jeszcze trudniej byłoby Neymarowi wejść do gry w Madrycie, gdzie głód sukcesów doskwiera klubowi Fiorentino Pereza od przeszło dekady, a każdy nowy piłkarz ma być ostatnim elementem uzupełniającym footballową układankę, dążąca do od lat nieosiągalnej perfekcji. O Angielskich zespołach nie wspomnę, tam ciągle trwa zacięta walka o każdy centymetr czy to murawy czy ligowej tabeli. Panujący w czołówce ścisk zmusza piłkarzy, do wzbijania się na wyżyny umiejętności niemal co weekend i nikt nie pozwoli wartemu 56mln. euro piłkarzowi aklimatyzować się przez rok czy dwa.

Po za tym Neymar w Barcelonie mnie nie zawodzi, w 33 meczach strzelił 13 bramek, zaliczył 15 asyst, potrafił czarować w meczach przeciwko ligowym słabeuszom ale nie znikał w starciach z gigantami. Jesienią zaliczył bramkę i asystę w Gran Derbi, dwukrotnie asystował w wiosennym starciu z Realem, wywalczył czerwoną kartkę w pojedynku z Sergio Ramosem (nawet jeśli nie słuszną). W Lidze Mistrzów zaliczał asysty przeciwko Milanowi i Manchesterowi City, strzelił 3 bramki Celticowi, który przed kilku laty śnił się Katalończykom po nocach.

Wielbiony przez kibiców na całym świecie Messi zbliżone do Brazylijczyka statystki osiągnął dopiero w sezonie 2007/2008, który był jego czwartym rokiem w pierwszym zespole na Camp Nou. Argentyńczyk jednak w piłkarskie piórka obrastał od samego początku w Europie, uczył się grać dokładnie według wzorców i schematów powtarzanych na całym kontynencie, wzbogaconych o genialne typowo Katalońskie detale.

Brazylijczyk tych nowych dla siebie uczy się dopiero teraz, może mieć jednak pewność, że tak jak kiedyś Messi miał czas dojrzewać u boku Ronaldinho, tak teraz Argentyńczyk ma szansę spłacić dług zaciągnięty wobec reprezentacji Canarinhos, szkoląc im prawdziwą gwiazdę. W Barcelonie dorasta jeden z najzdolniejszych piłkarzy młodego pokolenia na świecie, talent, który jeśli rozkwitnie tak pięknie jak wszyscy tego oczekują, pozwoli nowej generacji wychowanków La Masi na obcowanie z kolejnym wielkim geniuszem.

O Neymarze od lat mówił cały świat, jego transfer do Europy ciągnął się latami, jak odcinki M jak Miłość, pamiętać trzeba jednak, że on w lutym skończył dopiero 22 lata. Przed nim kolejne minimum 10 lat kariery piłkarskiej na najwyższym poziomie, a osiąganymi statystykami już teraz przebija chyba wszystkich swoich wielkich boiskowych rywali, gdy byli w jego wieku.

Zostaw odpowiedź


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook