Mistrz czy Imperator z Monachium?

Mistrz czy Imperator z Monachium?

Bayern obronił tytuł mistrza Niemiec, krajowym championem został jeszcze w marcu, gdy pozostałe czołowe ligi na starym kontynencie dopiero szykują się do kluczowych starć. Sukces Monachijczyków musi robić wrażenie, tak szybko zdobytego mistrzowskiego trofeum nie pamiętam i pewnie łatwo bym nie znalazł. Obecny sezon Bundesligi właśnie potwierdził, że na Allianz Arenie regularnie pojawiają się tytani nadludzcy.

Piłkarze nowego, starego mistrza Niemiec właśnie udowodnili, że żmudnie budowana i konstruowana w mediach wizja Bayernu niezniszczalnego i wszechpotężnego zaczyna się co raz mocniej ziszczać. Wokół zespołu Guardioli narasta aura heroizmu i gladiatorstwa niezwykłego, media szykują kibiców, że majowy finały Ligi Mistrzów będzie jedynie formalnością, a Pep osiągnie to co dotychczas nieosiągalne czyli obroni puchar Ligi Mistrzów.
Należy jednak zwrócić uwagę, że Bayern może i silny, może i groźny jak dziki ogień z sagi R. R. Martina ale dotychczas na swej drodze pali rywali ledwie przeciętnych lub po prostu słabych. Po dwóch latach szalonych sukcesów klubu z Dortmundu chwila destabilizacja sił w niemieckiej piłce idzie w zapomnienie. Fantastycznie grający zawodnicy Jurgena Kloppa są po prostu nieziemsko zmęczeni. Mająca od lat ławkę za krótka Borussia w końcu odczuwa brak klasowych zmienników szczególnie, gdy piłkarzy nękają kontuzje i dochodzą zawieszenia za kartki.

Znajdujące się na trzeciej pozycji Schalke przegrało w tym sezonie sześciokrotnie, tyle samo razy remisując, w Lidze Mistrzów podopiecznych Jensa Kellera skompromitował Real Madryt. Bayern Leverkusen gra jeszcze słabiej, a z Ligi Mistrzów bez walki wypędził ich pompowany petrodolarami PSG. Nawet jeśli uznamy, że awans 4 niemieckich klubów do 1/8 finału Champions League był sukcesem olbrzymim i niespotykanym od lat, to żaden z czterech zespołów przeciwstawić się wielkiej potędze nie umiał lub nie musiał.

Bayernu w tym roku, w Niemczech nie miał kto gonić, ligowi rywale skupiali się na własnych, problemach, rzadko zachwycali w ofensywie, tragicznie grali w obronie. W 27 meczach Bayer stracił 32 bramki, Schalke aż 37, Borussia 29 podczas, gdy 2 lata temu sięgając po mistrzostwo kraju w 34 meczach rywale zdołali dokonać tego raptem 25 razy. Podopieczni Guardioli w kraju przegrać nie mogli, siła Bayernu w ujęcie długofalowym może znudzić i pozbawić radości kibiców. Podobny proces od alt obserwujemy w Hiszpanii, gdzie od lat zduopolizowana przez Real i Barcelonę liga stała się nudna i niemal przewidywalna, a ci sami aktorzy rokrocznie odgrywają role niemal identyczne.

Sukces Monachijczyków robi wrażenie i zwraca oczy wszystkich na podopiecznych Hiszpana tylko, że Bundesliga dziś kręci się wokół jednego ciała doskonałego. W Anglii o schedę po Manchesterze Fergusona walczą Liverpool, Arsenal, Man City i Chelsea, w Hiszpanii między Real i Barcelonę wciska się Atletico. Piłkarze w Premier League niemal co tydzień grają mecz kluczowy dla końcowego układu sił, w Primera Divisione również widać powiew nowości, który uatrakcyjnia ligowe rozgrywki. Bayern stał za to się zakładnikiem własnej siły, wybił się ponad ligowych rywali, góruje nad resztą ligi jak Smaug na Samotnej Górze podczas, gdy wszystkim innym przyszło grać w jego cieniu.

W tym sezonie Bayern raz spotkał się z Borussią grającą jeszcze siłą rozpędu z minionego sezonu przegrał 2-4 w Superpucharze Kraju, jesienią na Allianz Arenie z mitem potęgi rozprawił się Manchester City. Na wiosnę jak równy z równym potrafił grać Arsenal do czasu czerwonej kartki po kolejnej interwencji w stylu kamikadze Wojtka Szczęsnego. W rewanżu tak pięknie nie było i Bayern zamiast deklasować zremisował 1-1.

Nie próbuję umniejszać klasy Monachijczyków, podkreślam jednak, że spośród tegorocznych faworytów Ligi Mistrzów mają najłatwiej i chociaż Pep, a wcześniej Heynckes zebrali zespół zaprawiony w najcięższych piłkarskich bataliach, dzisiaj ich podopieczni od największej z możliwych piłek raczej odpoczywają, a ścierają się z nią jedynie incydentalnie, bo w ćwierćfinale rozgrywek los znów ich oszczędził zsyłając największego z upadłych czyli Manchester United.

Zostaw odpowiedź


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook