Ligowa piłka zapada się poniżej dna czyli co można powiedzieć przed Legia – Wisła.

Ligowa piłka zapada się poniżej dna czyli co można powiedzieć przed Legia – Wisła.

Ligowa piłka w Polsce od niemal dwudziestu lat szarpie się między Reymonta, a Łazienkowską, tytuły mistrzowskie zostały konsekwentnie zduopolizowane pomiędzy Wisłę i Legię. Incydentalnie pomiędzy dwóch wielkich rywali wyrywa się ktoś inny, począwszy od 1999 roku po razie udało się to Polonii Warszawa, Zagłębiu Lubin, Lechowi Poznań i Śląskowi Wrocław. Nie inaczej wygląda klubowa rywalizacja za granicą, jeśli któremukolwiek z ligowych zespołów udaje się wyściubiać nosa po za etap kwalifikacji do pucharów to również dzielą się one pomiędzy kluby z obecnej i poprzedniej stolicy.

Trwający sezon rewolucji w polskiej lidze nie wprowadza, po mistrzowską koronę podskakuje bogata lecz kulawa Legia, jeszcze bardziej kaleka Wisła zamiast walczyć o utrzymanie ma o zgrozo realne szanse doczołgać się do wicemistrzostwa kraju. W Krakowie podczas ery Bogusława Cupiała jeszcze tak biednie nie było, w klubie jest jeden nominalny do tego grający na lekach przeciwbólowych napastnik (Paweł Brożek). Luki w kadrze wypełniają leciwe gwiazdy(Dudka, Stilic, Piotr Brożek), które zdołowane zagranicznymi eskapadami wracają do Polski odgrzać blask dawnej chwały. Pozostałe dziury wypycha się wychowankami z kategorii mniej utalentowanych (Nalepa, Uryga, Bieszczad), bo w czasach dobrobytu na Reymonta każdy wolał zdolnych kupować niż szkolić, zatem zdolnej młodzieży w klubie prawie nie ma, a jeśli jest to z Reymonta ucieka (Stolarski).

Kompletnie inaczej wygląda sytuacja kadrowa na Łazienkowskiej, zdecydowanie najbogatsza w kraju Legia gra nad podziw słabo, w dwudziestu pięciu meczach dwukrotnie remisowała i aż siedmiokrotnie schodziła z murawy pokonana. Henning Berg przyjeżdżając do Polski otrzymał zespół na nasze realia idealny, z długą ławkę rezerwowych, z bogactwem wyboru na każdej pozycji, do tego dołączyć trzeba najlepszą w Polsce szkółkę i całą armię zdolnych wychowanków i całkiem pokaźny budżet transferowy. Ponadto Norweg co w polskiej piłce rzadkie dostał na pracę z zespołem cały okres przygotowawczy. Nie został jak wielu jego kolegów ściąganięty w trybie alarmowym z początkiem tygodnia, by po upokarzającej porażce odmienić zespół w kolejnej kolejce ligowej w następny weekend. Były zawodnik Manchesteru witany był w naszej zaściankowej piłce jak bohater szyty rękami najlepszych krawców, jak zbawiciel zstępujący z raju, by dać klubowi z Łazienkowskiej blask oślepiający. Nowa, stara Legia na razie jednak nie zachwyca i choć za wcześnie, by Norwega już jednoznacznie oceniać trudno powstrzymać się od pierwszych spostrzeżeń – nawet jeśli tylko powierzchownych. W czterech meczach mistrzowie Polski wygrali tylko raz, dwukrotnie zremisowali i przegrali z Jagiellonią, zamiast pokazywać football nowoczesny Legia wałkuje stare polskie warianty taktyczne. W zespole nie widać zmian czy to mentalnych (Radovic nadal ma nadwagę, ja też ale ja o sporcie piszę), czy piłkarskich, dalej królują utarte wszech popularne schematy i wiara, że jakoś to na boisku będzie.

Wisłą z Legią to dziś marki z problemami zupełnie innymi, to marki uwidaczniające porażającą słabość rodzimej ligi. Jedni udowadniają że można być wiceliderem mając w kadrze 16 zawodników w tym kilku emerytów i powszechnie wyszydzanego trenera. Drudzy liderują tabeli tracąc punkty niemal hurtowo, mając wciąż bezpieczne 6 oczek, marnując potencjał zawodników i jeszcze większy budżet. Oba kluby dzieli wiele, łączy jedno jedni i drudzy grają football podobny, z reguły siermiężny, ciężki, wolny i toporny z rzadkimi przebłyskami geniuszu.

Obu łączy jednak problemów pseudokibiców, z którymi za wszelką cenę na Reymonta i Łazienkowskiej przyjaźnić chcieli się wszyscy. Zaczęło się w Krakowie, gdy rzekomi fani Wisły zażądali biletów za złotówkę na sektor „C” podczas derbów i w ramach manifestowania swojego niezadowolenia odpalili racę podczas meczu z Cracovią. Chwilę później pozazdrościli im fani Legii rozpętując regularną wojnę na trybunach w trakcie starcia z Jagiellonią, która kosztowała klub kilkaset tysięcy złotych kary, zamknięty stadion i walkower. W odpowiedzi najzagorzalsi kibice Białej Gwiazdy znowu postanowili błysnąć intelektem i fantazją, i gdy nie wpuszczono ich na sektor „C” podczas mecz z Ruchem (kara za race na derbach) ostrzelali własny stadion płonącymi racami. W całym zajściu nie licząc uszkodzonego dachu stadionu niewiele brakło, by poszkodowani zostali fani na innych sektorach.

W mediach zawrzało, kibole obu klubów udowodnili, że stadiony budowane za publiczne pieniądze traktują jak swoją własność. Czują się jak panowie na włościach i żądają prawa do manifestowania własnych poglądów bez patrzenia na koszty, bo koszty ponoszą kluby. Nowoczesne stadiony nie stają się miejscami spotkań rodzinnych, a arenami bandyckich walk. Polityka zrozumienia, pobłażliwości i wyrozumiałość zaprowadziła oba kluby w ślepy zaułek, mające w lidze od lat status niemal lokalnych Gran Derbi starcie Wisły z Legią odbędzie się przy pustych trybunach. Jedno z najważniejszych sportowych wydarzeń w roku staję się meczem dostępnym jedynie dla telewidzów co jest w Europie wydarzeniem innowacyjnym, szkoda tylko, że to jedyna innowacja na jaką stać naszą ligę.

Zostaw odpowiedź


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook